Nasza twórczość :)

Siema człwoieeki xD. Stworzyłam tą stronę po to byście wysyłali nam swoje prace nie tylko plastyczne :D Fragmenty swoich książek i wiele innych chyba czaicie cza-cze ? XD 

Jak wysłać ?
Więc piszecie do mnie na MSP na email co chcielibyście żeby się znalazło na tej stronie. Potem podaję wam email (wiecie np. gmail) gdzie wstawiacie rysunek (polecam wstawić na Picasa Web Albums i skopiowac adres URL),fragment książki itp :D

Chciałabym wam przedstawić moją książkę :)
Nazywa się Cień przyszłości saga nieśmiertelnych .
Miłego czytania :)

Fragment 1.
Biegłam…. Tak lał deszcz że nic nie widziałam, było bardzo ciemno .…
Mijałam mroczne uliczki, czułam się, jakby wszystko było mi dalekie…W ogóle  gdzie ja byłam? Nie mogłam zbyt wiele zobaczyć. Jedyne co widziałam to szare, rozmazane obrazy. Biegłam  szybko i zwinnie omijałam przeszkody (przecież nie bez powodu mam same piątki z W-F-u). Nie czułam zmęczenia ani głodu ,jedyne co czułam to strach. Kurde ,ale przed czym ? Postanowiłam się zatrzymać żeby trochę to wszystko zrozumieć. Deszcz powoli spływał na moje czarne, długie włosy. Po zatrzymaniu mogłam powiedzieć tylko jedno …. Tu jest ciemno jak w dup**. Jedynym źródłem światła była dziwna latarnia która stała niedaleko. Nie widziałam zbyt wiele jedynie drzewa i krzaki . Gdzieniegdzie słychać było szum wiatru i łagodnie odgłosy strumienia. Wszystko było zamarznięte i pokryte gołoledzią. O dziwo nie miałam butów ,a trawa była miękka i przyjemna w dotyku. Mimo tej tajemniczości miejsce miało pewien urok. Ehh najwidoczniej jedne nastolatki wolą centrum handlowe a inne nieznane, straszne i tajemnicze miejsca. Widać jestem bardzo „normalną” 17-latką. Rozejrzałam się jeszcze trochę. Tu było naprawdę pięknie. Czułam się jakby wiatr delikatnie otaczał mnie swoim dotykiem ,a niebo przybrało wspaniały kolor. W pewnym momencie usłyszałam szelest i jestem pewna że to nie były liście. Serce zaczęło mi bić mocniej i szybciej. Przed czym ja wcześniej uciekałam? Dopiero teraz zauważyłam że wszystko zaczyna tracić swój urok a ja byłam ubrana w krótką sukienkę. Trawa stała się kłująca a wiatr gwałtownie się zerwał. Latarnia przygasła i nie widziałam już nic. Znów zaczęłam uciekać ,ale co tu w ogóle się dzieję!? Skąd ja się tu wzięłam i co to za sukienka!? Za dużo myślę za mało robię. Uciekałam najszybciej jak mogłam nawet nie wiedząc przed czym. Mogłoby się komuś zdawać że drzewa zagradzają drogę ucieczki ,jakby ją zamykały. Uciekałam bezrozumnie jakbym cały czas uciekała donikąd. Z tyłu było słychać cichy szelest aż nagle ktoś lub raczej COŚ złapało mnie za rękę. W dosłownie ułamku sekundy zostałam przyciśnięta do drzewa które znajdowało się blisko. Strasznie się bałam. To coś zaczęło się zbliżać. Nie mogłam stwierdzić czy to chłopak czy dziewczyna. Naglę przeszył mnie potworny ból w okolicach serca. Czułam jak coś płynnego spływa po mojej skórze. Jedyne co teraz widziałam to oczy o krwistym kolorze.
-Juli! Wstawaj słyszysz?! Dzisiaj szkoła!
Fragment 2.
Wszystko natychmiastowo się rozpłynęło. Mogłoby się zdawać że to „Coś” szepnęło do mnie ale niewystarczająco głośno bym to usłyszała. Musze podziękować mojej mamie za wybudzenie z tego koszmaru. Podniosłam się z łóżka i zdyszana rozejrzałam się po pokoju. Uff jestem w domu, to był tylko sen ,ale czy nie za bardzo realistyczny? Nerwowo przejechałam ręką po miejscu gdzie niedawno czułam ból. Na szczęście nic nie było. Czego ja się boję? To był tylko sen a ja się kurde przejmuję jak nie wiem czym. Nic z tego nie było prawdziwe. „Niczego nigdy nie możemy być pewni” powiedział głos w mojej głowie. Zdenerwowana położyłam się znów na łóżku i obróciłam na drugi bok. Byłam bardzo śpiąca, koszmary bywają jednak męczące. Nagle drzwi w moim pokoju z hukiem się otworzyły, a w drzwiach pojawiła się moja mama.
-Juliette Jason! Co ty sobie wyobrażasz!? Rusz się! Wiesz która jest godzina!? Powinnaś już dawno wstać! – była bardzo wściekła ale wydawało się że w jej głosie kryje się nutka zmartwienia.
Od razu się opamiętałam. Która to godzina? Szybko spojrzałam na  różowy zegar w kotki, stojący na etażerce obok mojego łóżka.
-Cholera! Już 06:47!? -  głośno przeklęłam zapominając że mama znajduje się w tym samym pomieszczeniu.
-Dziecko jak ty się wyrażasz!? Nie tak cię wychowałam! – Widać było że mama ma podły humor i zaraz zaczną się wykłady jak to ona się dla mnie poświęca itd. itd.
-Mamo nie funduj mi tu wykładu typu „Ja się dla ciebie staram a ty…” tylko proszę przynieś mi jakąś bluzkę. – spokojnie powiedziałam ale i tak byłam zła ze się tak mnie czepia. Moja mama rzadko ma tak zły humor więc coś się na pewno dzieję ,ale żeby wyciągnąć od niej informacje trzeba być „grzeczną” dziewczynką.
-Dobrze ale ty już smaruj do łazienki. JUŻ!
Zrozumiałam dwie rzeczy. Pierwsza jest to że muszę wyrzucić ten gówniany         
różowy zegar i kupić porządny. Druga że jak się spóźnię dziś do szkoły dostane niezły opieprz od nauczycielki i mamy skoro strzela takie humorki. Założyłam moje białe kapcie i szybko pobiegłam do toalety. Toaleta była ciasna a ściany były pomarańczowo-brązowe i brudne. Łazienka nie była  zbyt zadbana. Nie miałyśmy wanny tylko prysznic i bardzo blisko znajdującą się toaletę. Podeszłam do małej umywalki i wzięłam szczoteczkę do zębów. Przeszłam na tryb błyskawiczny i szybciutko zęby miałam już czyste.  Spojrzałam w duże lustro i myślałam że zawału dostane. Wyglądałam jakbym miała szopa na głowie i dodatkowo brudną twarz. Dobra, szczotka w dłoń i jazda. Z trudem rozczesywałam kołtuny i zajęło mi to gdzieś z 2minuty by nie przedłużać (normalnie czesałabym włosy gdzieś z 6minut). Nagle do łazienki wparowała moja mama i cisnęła bluzkę na stojącą blisko, ściśniętą w kąt pralkę.
-Może byś tak pukała gdy wchodzisz do łazienki? Mam 17 lat! – powiedziałam wyraźnie zirytowana. Jestem nastolatką czy to normalne że moja matka wchodzi mi bez pytania do miejsca prywatnego!?
-Nie narzekaj! Jestem twoją matką nie masz przede mną nic do ukrycia. Bynajmniej mam nadzieję. Myj się szybciej już za pięć siódma – szybko odparła i wyszła poddenerwowana z łazienki. „Ta, bo bym zdołała coś przed nią ukryć” pomyślałam w duchu. Źle wyglądała, widać jest strasznie poddenerwowana. Co się dzieję? Martwię się o nią. Teraz była jeszcze bardziej blada niż zwykle, do tego jej blond włosy były nie rozczesane i tłuste a to do niej niepodobne gdyż dba bardzo o swój wygląd. Jest strasznie zapracowana i nadopiekuńcza, sama mnie wychowuje chociaż sama bym sobie dała rade a w pracy pracuje na pełny etat. Ma ośli upór i nawet nie daje sobie pomóc. Czemu wychowuje mnie sama? Mój niby ojciec nas zostawił kiedy miałam 2 lata. Dzięki niemu mamy ten dom, ale od roku nas nawiedza i grozi. Ten debil mnie już wkurza. Mama nie chce powiedzieć policji, bo boi się że „nas” skrzywdzi. Nas znaczy mnie bo ona gdyby mnie nie było pewnie by już wszystko powiedziała policji. Zdenerwowana rozkręciłam kran i kilkoma machnięciami umyłam twarz. Z półki znajdującej się koło umywalki, sięgnęłam krem a chwilę potem twarz miałam tłustą i błyszcząca od białej substancji. W ogóle z czego jest krem? Zresztą czym ja się teraz zastanawiam. Obróciłam się i TRZASK. Przez przypadek H&M łokciem zrzuciłam blisko stojący dezodorant.
-Kur…. Znaczy kurde – oczywiście chciałam przekląć ale mama słyszy wszystko. Jak najszybciej podniosłam go i się wypsikałam. Jak ja nie lubię porannej toalety. Wzięłam bluzkę którą przyniosła moja mama i z mojej szafy sięgnęłam resztę ubrań. Ubrałam się jak najszybciej mogłam, wzięłam plecak i moją jakże potrzebną torbę z po czym zbiegłam po schodach na dół. Przeszłam przez wąski, ciemny korytarzyk i skręciłam do kuchni.
-Kanapki do szkoły masz na blacie – zawołała moja mama a jej głos się łamał. Chciałabym jej się spytać i to bardzo co się dzieje ale musiałam jak najszybciej wyjść do budy. Już bym pragnęła być w szkole a to się nigdy nie zdarza.
-„Najlepszy” dzień w życiu – mruknęłam pod nosem. Podeszłam i szybko wpakowałam kanapki do plecaka. Przy drzwiach od domu znalazłam się błyskawicznie.
-Pa mamo będę o 16 – krzyknęłam zdyszana. Nie spodziewałam się że wstawanie do szkoły może być tak męczące.
-Pa kochanie. Jedź ostrożnie! – odpowiedziała już trochę spokojniej. Zaglądnęłam na chwilę do salonu. Mama prasowała oraz oglądała poranne wiadomości. To zawsze ją uspakajało. Nie przedłużając wybiegłam z domu myśląc o tym co się dzieje….   

Fragment 3.

Szybko podeszłam do mojego Opla. Zanim weszłam do auta spojrzałam na rękę,
była godzina…       
-Cholera jasna! – wrzasnęłam głośniej niż myślałam. Zapomniałam z domu zegarka. Jeśli cos jeszcze się dziś wydarzy to mi żyłka pęknie. Z złością wskoczyłam na przednie siedzenie wozu i mocno trzasnęłam drzwiami. Wnętrze auta było skromne i niczym się nie wyróżniało no może się wyróżniało ale tym że siedzenia były twarde jak kamień. Odpaliłam silnik, zawsze wtedy słychać było straszny furkot który doprowadzał mnie powoli do nerwicy. Próbowałam na chwilę odpocząć od zmartwień i wszystkich myśli ale po prostu nie mogłam. Mama coś przede mną ukrywa i wiedziałam że do niczego dobrego to nas nie zaprowadzi… Ona się o mnie troszczyła przez całe moje życie a ja kocham ją ponad wszystko. Wiem że będę musiała jej pomóc. Zamyślana prawie nie zauważyłam że na sygnalizacji pojawiło się czerwone światło po czym gwałtownie zahamowałam. Teraz bardziej skupiłam się na drodze i (na szczęście) cała i zdrowa dojechałam do szkoły. Wysiadając z wozu zauważyłam że przy wejściu do liceum, oparty o ścianę stoi Johny Whells. Był on przewodniczącym drużyny piłki nożnej i myśli że zdoła wyrwać każdą dziewczynę czy jak on to mawia „laskę” w szkole. Nienawidzę jak mężczyzna nazywa kobietę „laską” nawet żartobliwie. Według mnie takie nazywanie kobiet uprzedmiotawia je (Heh jak widać jak na swój wiek jestem dość poważna ale zwykle tak się zachowuję wtedy gdy jestem zdenerwowana). Nie można powiedzieć że był brzydki czy coś on, wręcz przeciwnie jest bardzo przystojny ale powiedziałam że tak uważam jedynie mojej przyjaciółce. Był umięśniony, miał brązowe włosy a jego twarz była w słodkich piegach…. Kurde! Co do jego wyglądu nie mam zastrzeżeń ale co do charakteru bardzo dużo. Wzięłam mój plecak oraz torbę i szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Johny cały czas patrzył na mnie i rzucaj co chwilę ten swój uwodzicielski uśmieszek. Mnie i tak to nie ruszało ale czułam się nieswojo. Wiedziałam że się we mnie podkochiwał ale co on takiego we mnie widzi? Byłam normalną nastolatką o jasnej cerze i zgrabnej figurze ale również jak ja to lubię nazywać o szczurzym ryju. Co prawda wszyscy inni mówią mi że jestem ładna i szczerze nie wiem czy nie przyda im się okulista. Gdyby moja mama słyszała moje myśli to by pewnie teraz powiedziała że uważam że świat to jeden wielki spisek. Chyba podoba mu się to że jako jedyna na niego nie lecę pf… Gdy już byłam o krok od wejścia „ktoś” zagrodził mi drogę.
-Hej Juli. Jak tam młoda?– powiedział Johny stojąc kilkadziesiąt centymetrów ode mnie i cały czas dążył do flirtu. Blisko znajdowali się jego kumple i gapili się w nas jak sroka w gnat.
-Witaj Johny. Dobrze ale czy mógłbyś odejść bo zasłaniasz mi te piękne drzwi? A i przy okazji powiedz kumplom żeby zajęli się własnymi sprawami i zapamiętaj że mamy tyle samo lat. – byłam bardzo zirytowana tym dniem jeszcze tego mi brakowało żeby idiota mi zawadzał. A co do wieku to ja byłam jeszcze od niego starsza o kilka miesięcy. Po chwili się odsunął i dał mi przejść.
-Proszę mała ale nie bądź taka niedostępna wiem przecież że udajesz-tym razem powiedział to cicho i strasznie narzucającym się tonem. Ledwo powstrzymałam się by mu nie przypier***** plecakiem. Zrobiłam krok w przód ale coś we mnie drgnęło i się do niego odrwróciłam z zabójczą szybkością.
-Posłuchaj mnie Whells. Jeszcze raz powiesz do mnie coś w stylu „mała”, ”kiciu”, ”słodka” albo będziesz mówić komuś że cię „lubię, lubię” to własnoręcznie sprawię że ten śliczny uśmieszek zniknie z twojej gęby i nie będzie już taki śliczny. Jestem dzisiaj taka wkurzona że mogłabym to zrobić nawet teraz. – mówiłam z przerażającą wściekłością i nie brzmiało to na żarcik. Johny wytrzeszczył na mnie swoje gały a następnie odszedł do swojej gromadki bezmózgowców. Słyszałam jak mówi „dzisiaj ma humorki” po czym się odwróciłam i z wściekłością na nich spojrzałam. Wszyscy natychmiastowo zamilkli a ja weszłam (wreszcie) do budynku. Nienawidziłam takich chłopców ani mężczyzn którzy po pierwsze myślą iż są tacy przystojni że mogą wyrwać każdą dziewczynę na świecie oraz takich co traktują kobiety jak swoje zabawki z którymi mogą robić co chcą. On robił te dwie rzeczy.
-Juli! Juli chodź do nas tu jesteśmy! – usłyszałam głos dobiegający z dalszej części korytarza. Przez chwilę nie orientowałam się kto mnie wołał ale gdy zaczęłam iść w głąb niebieskiego i słabo oświetlonego korytarza zauważyłam że cały czas wołała mnie Sara. Sara była moją najlepszą przyjaciółką oraz była dla mnie jak siostra. Jak ja mogłam nie poznać jej głosu? Widać jestem mega rozdarta tą złością, zmartwieniem i smutkiem. Jej życie nie było za łatwe. Rodzice umarli kilka miesięcy po jej porodzie w wypadku i większość swojego życia spędziła w Domu Dziecka. 2lata temu trafiła do dość bogatej rodziny, jest tam szczęśliwa. Była jasną szatynką jej cera miała lekko różowy kolor, drobna i ogólnie była jak ja czasem na nią mówię gdy sobie żartujemy „knypkiem”.  Kiedy znalazłam Sarę znajdowała się tam jeszcze Barbie i Matt. Panna Barbie to taki jeden plastik z naszej klasy który zarządza tymi wszystkimi swoimi blond-klonami (serio miała na imię Jessica ale wole ją jako Barbie), a Matt to mój stary kumpel który (niestety) bardzo lubi blondynki. Sara zadawała się z  nią bo zawsze chciała być lubiana przez innych a wcześniej jej nawet nikt nie zauważał. Teraz stara się upodobnić do tych landryn ale ja wiem że jest nadal tą samą osobą i że oszukuje samą siebie.
-Cześć Juli. Wreszcie jesteś, co się stało że się spóźniłaś? Myślałam że już nie przyjdziesz.-spytała mnie Sara od razu kiedy doszłam do szafki. Czułam się radosna widząc jak się cieszy na mój widok. Ona zawsze była strasznie pozytywna.
-Właśnie. Ja już się martwiłem czy tym swoim kierowaniem wypadku nie spowodowałaś. – dołączył się Matt cieple się uśmiechając ale chwilę potem Sara dźgnęła go łokciem w brzuch. W tym czasie rzuciłam lekko plecak na podłogę. Otwierałam usta by coś powiedzieć ale…
-O… Cześć Juli… Jak to „miło” cię widzieć… Czesałaś dziś w ogóle włosy albo się myłaś? Bo masz strasznie… Ciekawy fryz i ciemniejszą twarz. – Barbie przerwała mi co mnie dodatkowo wpieniło. Ale na szczęście na szczęście na jej komentarze zdołałam się uodpornić ale i tak była straszną pindzią.
-Cześć. Sorry że teraz dopiero odpowiadam ale coś irytującego mi przerwało- spojrzałam się na Jessice i otwarłam swoją szafkę – a spóźniłam się ponieważ eh…. Nocny koszmar miałam i zaspałam. I dla twojej wiadomości Jessica lepiej byś ode mnie nie wyglądała na moim miejscu ponieważ nie zdążyłabyś położyć sobie na twarzy swojej „sweet” tapetki – ostatnie słowa powiedziałam z lekko zaciśniętymi zębami. Kilkoma ruchami sięgnęłam z szkolnej szafki najpotrzebniejsze rzeczy po czym zamknęłam ją. Chciałam już przeprosić Sarę i odejść z tego miejsca w jakiś zaciszny zakątek gdzie mogłabym poczytać książkę „Dracula” (Może i jest stereotypowa bo teraz wampiry żyją w pokoju z ludźmi i wiemy o ich istnieniu ale jest bardzo ciekawa), lecz za rękaw mojej bluzy ktoś mnie pociągnął.
-Znów miałaś te koszmary? A i przepraszam za Jessice. – Sara mówiła szeptem wiem że bała się trochę landryny.
-Tak ale nie martw się to tylko jak zwykle tylko sen. A co do Panny Barbie to ją i jej zaczepki mam już od dawna w dupie. – przeklęłam cicho ale mówiłam prawdę. Ale teraz zrozumiałam co powiedziałam. Przypomniała mi się ta krwista czerwień oczu tajemniczej istoty… Na samą myśl przeleciał mnie dreszcz. Było to takie prawdziwe…. Nie mógł być to wampir. Wampiry nigdy nie miały czerwonych oczu zwykle żółte czy tam sama nie wiem… Po prostu na 100% nie czerwone. Wampiry żyją wśród nas, pracują, uczą się chociaż dla nich są specjalnie wyznaczone uniwersytety gdzie uczą się o wampirach oraz maja ten sam co w normalnej szkole. Niektóre atakują ludzi ale bardzo rzadko.
-Jesteś tego pewna? Jak będzie się coś dziać mów mi. – dzięki Sarze wróciłam do rzeczywistości i przestałam myśleć o tajemniczej istocie. Nie będę jej teraz martwić.
-Jasne. Mną się już tak nie przejmuj dawałam sobie rade wcześniej to teraz też dam. Lepiej już odejdę w swoje miejsce. Miłego spędzania czasu z różowym straszydłem.- jeśli to możliwe – a i przy okazji moja mama cos przede mną ukrywa… spotkajmy się po szkole dziś ok? Złoże raport – spytałam. Sara była jedyną osobą której mogłam zaufać na 100% oprócz mojej mamy.
-Jasne. – szybko odparła i zaczęła z udawaną ciekawością słuchać Barbie która mówiła o nowej wyprzedaży w Hausie (zawsze umiałam rozpoznać jak ktoś kłamie lub udaje). A ja jak najszybciej popędziłam w swój zakątek obok okna. Podczas drogi zauważyłam dziwne ruch blisko szafek… gdy się zatrzymałam przez ułamek sekundy czarną niewyraźną plamę…. Czarną i niewyraźną? Taki wygląd miała postać w moim śnie… Bynajmniej taką ja przez chwile widziałam… Z tego co pamiętam jej kontury nie były bardzo wyraziste oraz emanowała od niej ciemność. To był tylko sen. Widać odbija mi… Mam schize … Po kilku minutach wybił dzwonek a ja czułam się przez cały ten czas gdy byłam sama w swoim kącie i czytałam…. Jakby obserwowana? Może jakaś płotka z 1roku mnie podglądała... Bez dalszych za stanowień ruszyłam w stronę klasy. Czułam że ten dzień będzie jednym z najgorszych…

Fragment 4.

Im dłużej siedziałam w klasie tym bardziej czułam się nieswoja i niecierpliwa.
Cały czas miałam uczucie że ktoś się na mnie gapi. Nasz nauczyciel na mnie zwykle nie zwracał uwagi częściej już na idiotów którzy kiblują już z 2 rok? Ja byłam szkolnym kujonem więc mnie miał już gdzieś. Z każdą minutą chciałam wyjść z tej szkoły i błyskawicznie znaleźć się przy mamie. Co mogło się dziać? W myślach pojawiały mi się potworne obrazy ale coś mnie wyrwało z toku myślenia konkretnie jakiś dziwny ruch z boku ciemnej klasy. To już nie było normalne. W ogóle ten dzień był inny, cały czas mam wrażenie że coś tu nie gra. Wszyscy pisali kartkówkę (oprócz mnie bo już ją skończyłam) i panowała grobowa cisza w której słyszałam tylko rozpraszające tykanie zegara. Grobowa…. Co ja mam za skojarzenia. Nagle w ułamku sekundy zaczęła mnie strasznie boleć głowa niemal miałam ochotę położyć się na ziemi i jęczeć z bólu.
-Jason? Co się dzieje? – spytał nauczyciel przerywając cisze. Coś tu się działo… Ale niekoniecznie chodziło o ból głowy.
-Nic proszę pana to tylko … - przerwałam ponieważ ten ból roznosił mi głowę.
-Lepiej by było gdybyś poszła do pielęgniarki – na propozycję nauczyciela zrobiło mi się słabo. Ja i pielęgniarka to… Niezbyt dobre połączenie od 4 klasy podstawówki. Pamiętam to kiedy tak się wystraszyłam igły i rozniosłam cały gabinet.
-Wie pan co? Już mi lepiej.. – kłamanie nigdy nie szło mi zbyt dobrze ale profesor popatrzył na mnie. Wiedział i to dobrze o moim strachu..
-Dobrze ale mów jak coś się będzie dziać – po czym wrócił do lekcji ale od czasu do czasu mierzył mnie swoim orlim wzrokiem. Głowa nie dawała mi spokoju. Czułam straszny ucisk przez który byłam taka zajęta bólem że prawie nie zauważyłam opadniętego na ziemie skrawka papieru. Patrząc czy profesorek nie patrzy w moją stronę podniosłam go po czym strasznie zakręciło mi się w głowie. Zmęczona otworzyłam zmięty papier i spojrzałam na niego. Przez chwilę widziałam rozmazane plamki ale po kilku sekundach byłam w stanie przeczytać to co tam się znajdowało.
Co się ci dzieje? Na dzisiejszym spotkaniu wyjaśnij mi wszystko.
Sara
Miałam wręcz taki zamiar. Dalej lekcje toczyły się normalnie a głowa bolała cały czas. Kiedy wyszłam z klasy zostawiłam Sarę na dodatkowych zajęciach z Angielskiego i sama wyszłam z szkoły. O dziwo głowa natychmiastowo przestała mnie boleć gdy zażyłam trochę świeżego powietrza. Wszystko z powrotem stało się wyraźne i znikł przeszywający ból a ja zrozumiałam że był już koniec lekcji. Pobiegłam z taką szybkością o którą by nikt nie podejrzewał dziewczyny co przed chwilą tak cierpiała. Wsiadłam do auta a po kilkunastu minutach znalazłam się w pobliżu mojego domu. Podbiegłam szybko do wejścia i błyskawicznie znajdowałam się przy szarych drzwiach z napisem nr.32. Gdy weszłam do domu od razu poszłam w kierunku miejsca w którym mama spędza większość dnia - salonu. Gdy weszłam do zielonego pokoju ujrzałam coś dla mnie przerażającego. Moja mama płakała leżąc na kanapie, blada i najwidoczniej osłabiona. Wszystko potem dla mnie działo się w zwolnionym tempie. Nie patrząc gdzie, rzuciłam plecak i pobiegłam do mamy nie myśląc o niczym innym tylko o niej. Zapomniałam o tajemniczych zdarzeniach, koszmarze, o bólu głowy teraz liczyła się tylko moja mama. Usiadłam przy niej po czym ona popatrzyła na mnie zmrużonymi oraz czerwonymi od łez oczami.
-Mamo?! Co się dzieję? Powiedz mi!? Jesteś chora?! – spytałam jakby moja mama walczyła o życie. Cały świat nie istniał…. Byłam tylko ja i ona. Każda chwila czekania na odpowiedź była dla mnie koszmarem.
-Kochanie… Muszę ci coś powiedzieć… - mówiła jakby miała coś na sumieniu. Wydawało mi się że wypowiadane przez nią słowa ciągnęły się godzinami.
-Mamo! Co! Powiedz! – łzy napłynęły mi do oczu. Miałam ochotę płakać na cały głos. Nie wiedziałam co się dzieje czułam się jakbym już nic nie wiedziała. Jedyne co wiedziałam w 100% to to że moja mama jest na coś chora. Może nie o to chodziło ale to było widoczne.
-Chodzi o to że… Mamy drobny… P.. problem z długami… - powiedziała słabym i cichym głosem po czym wysmarkała nos w chusteczkę stojącą obok.
-Z długami? Jakimi długami?! – serce biło mi mocno i szybko. Czułam jak każda łza spływa mi po policzkach. Mamy problem z długami ale ja wiem że mama jest dodatkowo chora. Widać to, nie dość że była blada i osłabiona to jeszcze widziałam jak wolno oddycha.
-Twój… Tata. On nie kupił… Tego domu. Wziął go na raty… I jak nas zostawił… - mama miała całą twarz mokrą od łez a ja już wszystko wiedziałam. Jej oczy wyrażały wszystko. Ten idiota nas zostawił z problemami. Nie odpuszczę mu tego nigdy. Przyrzekam….
-Mamo… Nie płacz proszę. Wszystko będzie dobrze. – powiedziałam a potem wstałam na nogi i usiadłam przy niej. – Damy sobie radę. Jak ten idiota tu jeszcze raz przyjdzie to ja mu tak wygarnę…..
-Nie! – moja mama krzyknęła i szybko wstała – Dam sobie radę ty się niczym nie przejmuj kochanie. Nie ingeruj pomiędzy mnie a tatę ja sobie dam radę… Proszę nie chcę by on coś ci zrobił…. – powiedziała patrząc na mnie błagalnie. Chwilę potem znów ułożyła głowę na poduszce i wzięła mnie za rękę.
-Mamo, ja ci pomogę… Już nie mogę patrzeć jak się zaniedbujesz… Ty może nie prosisz o pomoc ale jej potrzebujesz. Sama nie dasz rady. Popatrz na siebie! Jesteś blada jak duch i wyglądasz jakbyś miała zaraz zemdleć! Chodź zawiozę cię do lekarza gdzieś w torebce schowałam kluczyki….
-Nie! Córciu… Proszę… Nic mi nie jest, chwilę sobie odpocznę i mi przejdzie… - powiedziała sennym i znużonym głosem. Co ja mam zrobić? Jestem rozdarta jak kartka papieru…
-Mamo… - spojrzała na mnie wyglądała strasznie… ja nie mogłam jej odmówić w takim stanie. – No… No dobrze.. Ale zawsze jak cos się dzieje mów…. Z tymi długami sobie poradzimy. – bynajmniej ja. Nie wiem czemu ale kiedy miałam 5lat przyśnił mi się sen. Byłam w naszym domku i bawiłam się na podwórku z koleżankami. W pewnym momencie wśród trawy znalazłam kilku złotowy banknot. Poszłam do sklepu by sobie kupić cos słodkiego ale gdy byłam blisko wejścia… Zerwała się straszna burza po czym uciekłam. Wtedy w głowie usłyszałam głosik który mówił że kiedyś te pieniądze będą bardziej potrzebne. Najwidoczniej tajemniczy głos miał rację. Były teraz bardziej potrzebne niż kiedy indziej. Nagle przypomniałam sobie o Sarze.
-Mamo. Dasz sobie rade sama? Chciałabym wyjść gdzieś z Sarą… -spytałam a mama pokiwała głową.
-Nie. Póki nie powiesz mi głośno i wyraźnie „tak” nigdzie stąd nie wyjdę. – powiedziałam stanowczo. Musiałam mieć pewność,  że nie zgadza się tylko po to bym się nie martwiła. Z jej głosu łatwo wychwycić czy robi coś z niechęcią.
-Dobrze córeczko o mnie się nie martw. Weź telefon obiecuję że zawsze odbiorę i że będę dzwonić jak coś się będzie dziać. – wyciągnęła mi z ust propozycje z telefonem. Bardzo chciałabym by to wszystko co się dzieje z mamą było kontrolowane.
-Zgoda. Ale jak się do jutro nie poprawisz z zdrowiem… to zawożę cię do lekarza. – powiedziałam z takim tonem który nie świadczy że mama ma się zgodzić. Po prostu to zrobię i już. Zaraz czekałam na jakieś odruchy typu jakim ty tonem zwracasz się do matki ale mama tylko powiedziała cicho dobrze.
-Idę do góry. Wołaj jak coś. Zrobię lekcje i pójdę po Sarę. Pamiętaj proszę nic już przede mną nie ukrywaj. – nie czekając na odpowiedź pobiegłam do góry i starałam się odrobić lekcje ale przez te wszystkie zdarzenia i emocje nie potrafiłam na niczym się skupić. Kilka minut minęło i połowę miałam zrobioną ale niestety z góry zakładam że ¾ z nich są źle. Jak odrobiłam lekcję, zwinna jak Spiderman pobiegłam na dół i sprawdziłam co tam u niej. Tak jak myślałam – spała. Żeby jej nie przeszkadzać po tym ciężkim dniu po cichu założyłam buty i kurtkę po czym z ulgą że wszystko już wiem wyszłam z domu.

Fragment 5.

Kiedy wyszłam z domu na dworze przywitał mnie ciepły, łagodny wiatr i
poczułam się o wiele lepiej. Świeże powietrze zawsze mnie uspakajało. Na dworze po prostu czułam się bardzo dobrze. Natura jest według mnie wspaniała. Wzięłam głęboki wdech i zrobiłam kilka kroków naprzód ale zatrzymał mnie obraz w lusterku mojego auta. Oczy miałam czerwone i podpuchnięte od płaczu. Świetnie wyszłam z domu jakby w domu mnie krzywdzono a jest tak że to moja rodzina została pokrzywdzona.  Zirytowana poszłam dalej szarym, smutnym chodnikiem który w tej chwili przypominał właśnie mnie. Nasza dzielnica ogółem nie jest zbytnio ruchliwa czasami jedynie słychać dźwięk silnika jakiegoś auta. Mieszkałyśmy na ulicy Streetvolley. Po bliższym przyjrzeniu się na ogródkach naszych sąsiadów stały kolorowe kupki liści. Tak był październik czyli jesień. Pogoda nie była wcale zła, miałam na sobie coś w stylu płaszcza i nie było mi zimno. Chwilę potem przypomniało mi się że powinnam zadzwonić do Sary po czym wyjęłam moją wieśniacką Nokie i wystukałam jej numer.
-Halo? Juli?
-Hej Sara, spotykamy się jak zwykle w lesie wiesz gdzie ok?
Zauważyłam że mój głos lekko się łamał. Musiałam się komuś zwierzyć i nie mogłam się doczekać aż już będziemy na miejscu. Pewne miejsce w lesie było naszą kryjówką gdzie nikt nie mógł nas znaleźć i wiedzieć co robimy. Dla mnie to miejsce od kiedy je znalazłyśmy jest dla mnie… Magiczne. Myślę jak 6latek. Las znajdował się na końcu naszej ulicy.
-Jasne nie ma sprawy, a co masz taki dziwny głos? Cos się stało?
Głos Sary wydawał się niespokojny. Zawsze umiała wyczuć czy coś się dzieje tak samo jak ja. Znałyśmy się doskonale. Zawsze sobie pomagamy w trudnych chwilach a nawet w duperelach jak zapomnienie pracy domowej. I jedno wiem na pewno że mogłyśmy sobie w każdej sprawie zaufać.
-Nic się nie martw wszystko wyjaśnię ci na miejscu. Kończę bo niestety mój telefon ma bardzo podłe baterie a muszę mieć go przy sobie.
Po czym usłyszałam ciche ok i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Racja mój telefon niezbyt za mną przepada. Szłam żwawo ulicami żeby jak najszybciej komuś się wyżalić ale znów powróciło uczucie że ktoś mnie obserwuje. Za swoimi plecami słyszałam dziwne prawie niesłyszalne kroki. Obleciał mnie lęk. Poszłam szybszym krokiem a raczej pobiegłam w stronę naszego spotkania. Normalnie taki trucht byłby odprężający ale nie teraz. Mijałam różnokolorowe domy po czym na krańcu drogi skręciłam w emanujący spokojem las. Byłam kilkanaście metrów od wejścia do naszego zacisza ale usłyszałam jakiś szelest za moimi plecami. Odwróciłam się na pięcie i…..
-Bu! – dobiegł krzyk koło jednego drzewa przy którym omal zawału nie dostałam. To co mnie wystraszyło to oczywiście Sara. Nie słyszałam już kroków ale czułam że ktoś wlepia we mnie wzrok. Co tu jest grane? Nie wiem czemu ale jakoś… Nie chcę tego nikomu powiedzieć. O tych dziwnych rzeczach które widzę, słyszę. Nie chodziło o to że trafiłabym do wariatkowa tylko o to że czułam iż nie mogę tego nikomu powiedzieć.
-Jeszcze raz tak zrobisz to ci pieprzne nawet jak zawał dostane.
Uśmiechnęłam się do niej. Cieszyłam się że ją widzę ale i tak byłam wkurzona oraz przestraszona.
-Szkoda że się nie widziałaś. Możemy to powtórzyć? Serio to sorry powstrzymać się nie mogłam. To przez ten koszmar się tak boisz? Musisz mi go opowiedzieć.
Powiedziała śmiejąc się i jednocześnie na twarzy miała wyraz lekkiego zmartwienia. Chciałam jej wszystko powiedzieć. No prawie wszystko. Nagle coś mignęło mi przed oczami ale nic nie zrobiłam. Widać mam coś z tym debilnym mózgiem ale to było straszne. Wiem ze ten dzień nie jest normalny.
-Jasne, jasne. Ale wejdźmy już nie chcę by ktoś podsłuchiwał. Więc chodź knypku – powiedziałam jej robiąc jej na złość w zemście za wystraszenie. Serio nie chciałam by ktoś lub coś nas podsłuchiwało. Po przeprawie przez ścianę liści ujrzałyśmy jak zwykle olśniewający widok. Światło wspaniale wpadało do gąszczu a na ziemi roiło się od różnych żyjątek i pięknych roślin. Trawa, liście i kwiaty były pokryte błyszczącą rosą. Wszystko wyglądało wprost magicznie. Heh nadal myślę jak dzieciak.
-Dalej! Rusz się idiotko nie stój tak i gadaj wszystko! – wyrwała mnie z toku myślenia i dopiero teraz zauważyłam że usiadła na dużym kamieniu który służy nam jako krzesło. Był wystarczająco wielki by pomieścić nas obie. Podeszłam do niej i siadłam na przyjemnie zimnym kamieniu i nie czekając na nic, opowiedziałam Sarze wszystko o mamie, śnie, bólu głowy, Johnym itd.
-Czemu jej do lekarza nie zawiozłaś!? – Sara była oburzona i smutna. Energicznie wstała z kamienia i położyła ręce na biodrach.
-Po pierwsze nie krzycz tak bo ktoś nas znajdzie. Po drugie… Chciałam ale ona była uparta jak muł a ja nie miałam już sił by się z nią sprzeczać. Ty byś zresztą postąpiła tak samo.
Moja mama była mistrzem upierania się a dodatkowo wystarczyło ją zobaczyć w tym stanie. Nikt by jej nie odmówił. Po tych myślach chwyciłam się za tył szyi jak zwykle gdy jestem poddenerwowana.
-Może masz racje… ej a ten sen. Co to była za postać? Wampir? Niektóre się jeszcze szlajają i są dość agresywne – już chciałam odpowiedzieć Sarze ale zdałam sobie sprawę że od kiedy weszłyśmy do naszej kryjówki nie miałam uczucia bycia obserwowaną. Może ktoś dał sobie spokój? Ale w szkole kto by mógł mnie podglądać?
-Nie – powiedziałam rozmyślona po czym wróciłam do rozmowy.
-To nie był wampir. Tamta postać miała takie… krwiste oczy i była niezbyt była widoczna jakby była… Przezroczysta. Tak jak duch – odpowiedziałam mniej zmieszana. Cały czas myślałam o tych zdarzeniach ale jakoś nie mogłam ich złożyć w całość.
-Nigdy o czymś takim nie słyszałam. Ale nie martw się to tylko sen.
przyznam że jej słowa nie podniosły mnie na duchu.
-Tak…. To tylko sen…. - powiedziałam na głos choć nie chciałam tego zrobić.
W duchu myślałam inaczej. Ten sen coś musiał oznaczać. Był zbyt realistyczny na zwykły wytwór mojej pokręconej wyobraźni. Serio jak raz byłam głodna śniła mi się chińska zupka pomidorowa.
-Juli? Halo ziemia do Juli!– Wyrwała mnie z zamyślenia Sara.
-Wybacz… O co pytałaś?
-Która jest godzina? Nie wydaje ci się tu trochę… Ciemno? – powiedziała z nutką sarkazmu. Rzeczywiście zasiedziałyśmy się, było bardzo ciemno. Wyjęłam mój telefon i nim spojrzałam na godzinę, zeszła szybko z naszego „krzesła”.
-Już jest… 19:56.
Sara zrobiła wielkie oczy wraz ze mną.
-Kurde! Zasiedziałam się! Miałam być w chacie o 19:30! Dostane…
-Opieprz – dokończyłam za Sarę. Ja nawet nie wiem o której powinnam być w domu. Najwyraźniej mogę sobie jeszcze trochę pobyć na dworze.
-Chciałam powiedzieć kare - Oburzona podniosła z ziemi swoją białą torbę z która się nigdy nie rozstawała.
-Zapomniałam że ty nie przeklinasz panno porządnicka.
Sara zawsze nie lubiła przeklinać. Była taką „grzeczną” dziewczynka od dziecka. Nie chciała żeby ktoś o niej źle myślał. Spojrzałam na nią. Sara znajdowała się już przy naszym wyjściu ale widocznie jeszcze nie zamierzała wychodzić.
-Posłuchaj. Gdy coś będzie się dziać dzwoń. Dobra ja już spadam bo nie chcę dostać opi.. No kary! Pa.
Po tych słowach wybiegła i po chwili nie było już jej widać. Jedyne co mi towarzyszyło to kochane poczucie bezpieczeństwa i wspaniałe zapachy otoczenia. Wiał przyjemny chłodny wietrzyk który łagodnie łaskotał moją skórę. Rozkoszując się tym wszystkim usiadłam na trawie i oparłam się o drzewo stojące obok mnie.
-To miejsce jest piękne.
Szepnęłam po czym miałam wrażenie że wiatr zakręcił się wokół mnie. Popatrzyłam w górę. Niebo było pokryte małą ilością gwiazd które rozświetlały ponurą ciemność. Czułam się śpiąca. Miałam ochotę położyć się na miękkiej trawie i tu zostać na zawsze. Niestety musiałam już wracać do domu. Wzięłam głęboki wdech żałując że nie mogę tu pozostać. Podniosłam się i poszłam w stronę wyjścia ale zatrzymałam się by jeszcze chwilę popatrzeć na piękno tego miejsca. Drzewa wydawały się bardziej ponure jakby smuciły się z powodu mojego przyszłego wyjścia. Smutna odwróciłam się i odgarnęłam gałęzie rozdzielające normalny świat od tego wspaniałego miejsca. Chwile później znalazłam się na drodze prowadzącej do naszej kryjówki i byłam zdołowana. Nie wiem czemu ale zawsze gdy odchodziłam od tego miejsca czułam jak oddalam się od domu. Zaczęłam iść w stronę mojego domu lecz usłyszałam za sobą groźny szelest. „Uciekaj, uciekaj stamtąd!” usłyszałam głos w mojej głowie. Powróciło uczucie że ktoś mnie obserwuje a posłuchałam się mojej głowy i zaczęłam biec. Biegłam. Za swoimi plecami słyszałam szybkie kroki. Nie myślałam o niczym biegłam ile sił w nogach. Nie wiedziałam co mnie goni ale wiedziałam że to coś niebezpiecznego. Poczułam strach taki jak w moim śnie. Nagle przede mną ukazała się na sekundę przeźroczysta plama w kształcie człowieka. Widziałam w miejscu w którym powinny się znajdować oczy krwisty kolor. Nagle usłyszałam krzyk. Mój krzyk. Po chwili zobaczyłam że znajdowałam się na ulicy bardzo blisko domu a światła się błyskawicznie zapaliły. Dziwna postać natychmiastowo zniknęła. Serce biło mi jak dzwon. W tej chwili czułam strach i ulgę. Stałam na chodniku i nerwowo rozglądnęłam się czy przypadkiem nikogo nie ma w pobliżu. Pusto. Ta cała sytuacja nie była normalna. Zdenerwowana weszłam mojego domu ale czułam że od dziś nic nie będzie jak dawniej.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz